Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni
Pokaż wyniki 1 do 25 z 63

Temat: KOTEK :) hehe

  1. #1
    Nałogowiec Avatar Tonija
    Zarejestrowany
    Feb 2009
    Postów
    354

    Domyślnie KOTEK :) hehe

    masakra nie moge
    Posiadam.
    Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie.
    Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem.
    Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki - nie nastręcza mi to wiele problemów.
    Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.
    Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i "myśleć". Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wy*******ać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu.
    Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić - to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę u*******ał - a wtedy wiadomo - wąż.
    Dobrze więc - uporządkuję - żona - delegacja, ja praca - wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pierdolę. Nie ni c**** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k**** za duży - żeby przejść tym syfonem.
    Ale słyszę tylko pizdut - oż k**** no to nie mogło mi się zdawać- coś ciężkiego poszło w pion. K**** wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k**** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę k**** na dół do piwnicy - choć może powinienem od razu do schroniska - zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się nie połapie.
    Ale chuj – najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham coś drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest k****, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie - to chuj przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za c**** trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni c****, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten k**** głąb zamiast przyjść do mnie to k**** chce iść tam skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.
    No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni c**** - uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy.
    Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.
    Wbiegam do piwnicy i k**** koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w chuj i kota też nie słychać już.
    Ja pierdolę. K**** gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu.
    Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło aż zakurzyło.
    Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.
    Smród jak cholera ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. K**** mam w aucie, chujowa ale może starczy.
    Włażę po raz drugi - smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pierdolę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.
    Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie wpierdolił bo na ulicy ciemno.
    Sąsiad k**** - ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz chuj złamany stoi i się dopytuje.
    Co mam mu k**** powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?
    Idźżesz w chuj pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.
    Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe - więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie.
    K**** drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa- k**** ludzie to są barany.
    Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma c**** to go musi wygonić albo utopić.
    Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą.
    K**** mać - ****ło się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w chuj - jak się to gdzieś przytka to będę miał przejebane.
    Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten pierdolony dekiel.
    Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pierdolę! Jak on k**** wyszedł - którędy? Ano k**** wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja k**** stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. K**** mać. Przynajmniej kuleje.
    Straty - zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica - bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w chuj, latarka- w chuj, pogrzebacz w chuj.

    Afera na ulicy jak chuj.

  2. #2
    Gość
    niezalogowany

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    o matko! ile czytania... chyba se wydrukuje

    ---------- Dodano o godzinie 19:05 ---------- Poprzedni post był napisany o godzinie 18:42 ----------

    skopiowałam, wkleiłam do worda, wydrukowana i czytam,... i jem frytki...


    kilka razy sie zaksztusiłam, ale jak preczytałam
    (...)Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pierdolę! (...)
    to se sama heimliecha musiałam zrobić

    gdzie wy to znajdujecie

    Tonjia podaj no źródło

  3. #3
    Zabierzcie jej klawiaturę ;-) Avatar Evelyn.
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Skąd
    Nowa Sól/ Lubuskie
    Postów
    3 018

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    masakraaa! <skacze> uwielbiam koty i choc nie powinnam, to umarłam ze śmiechu... na szczęście kotek żyje mężowi nie dam przeczytać, bo właśnie go urabiam, by mi pozwolił adoptować kotka...

  4. #4
    hehehehe Avatar Agusia_pa2
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Skąd
    Cieszyn/Helmstedt
    Postów
    1 421

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    hahahahahahaha wyj.....elaborat hahahaha super
    Nie patrz nigdy na twarz, czy piekna i mila. Patrz tylko na serce, bo w nim dobroć i sila



  5. #5
    No to..wpadłam Avatar skarbenia7
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Skąd
    Warszawa / Wiersze
    Postów
    232

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    Zajebiaszcze

    ---------- Dodano o godzinie 19:48 ---------- Poprzedni post był napisany o godzinie 19:45 ----------

    Skąd to wytrzasnęłaś ?

  6. #6
    Nałogowiec Avatar Tonija
    Zarejestrowany
    Feb 2009
    Postów
    354

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    na maila przyszło od koleżanki też nie moge się pozbierać

  7. #7
    Rozkręcanko Avatar gogosobo
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Postów
    65

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    ale się uśmiałam

  8. #8
    INM & RaNails Educator EF Avatar asia
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Skąd
    ndm / warszawa
    Postów
    6 950

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    czytałam to kilak dni temu na necie, ale nie mam zielonego pojęcia gdzie

  9. #9
    Nałogowiec Avatar total
    Zarejestrowany
    Jul 2009
    Postów
    542

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    Leżę i kwiczę Muszę koniecznie pokazać ,to szwagrowi Jego żona ma dwa koty

  10. #10
    nie draznić lwa ;) Avatar tusia
    Zarejestrowany
    Jul 2009
    Skąd
    daleki wschód
    Postów
    3 822

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    buahahaha "kot skwierczy przy drzwiach" padłam
    dobrze, że mój małżonek uwielbia naszego kota

  11. #11
    Moderator Avatar nanami7
    Zarejestrowany
    Sep 2009
    Skąd
    Poznań
    Postów
    5 170

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    na początku to mi śmieszno było, a później już mniej

    ja się tutaj podepnę i przeczytajcie sobie to

    List osoby poszkodowanej w wypadku przy pracy, nadesłany do zakładu
    ubezpieczeń jako odpowiedź na prośbę o udzielenie bliższych informacji
    dotyczących okoliczności wypadku:

    Szanowni państwo!

    W raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: "próba samodzielnego
    wykonania pracy". W liście stwierdzili Państwo, że powinienem podać
    pełniejsze wyjaśnienie. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.
    Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego,
    trzypiętrowego budynku. Kiedy zakończyłem pracę, stwierdziłem, że mam ponad
    150 kilogramów cegieł porozrzucanych wokoło. Zdecydowałem nie znosić ich na
    dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce, używając liny na bloku
    przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny
    na dole wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowana cegłami.
    Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, a następnie, trzymając ją mocno,
    zacząłem powoli opuszczać 150-kilowy ciężar.

    W raporcie o wypadku napisałem, że ważę 80 kilogramów. Możecie sobie Państwo
    wyobrazić, jak duże było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry -
    straciłem orientację, nie puściłem jednak liny. Nie muszę dodawać, że
    ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, po ścianie budynku. W połowie
    drugiego piętra spotkałem się z opadającą beczką - to tłumaczy pękniętą
    czaszkę oraz złamany obojczyk.

    Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie, nie
    zatrzymując się, aż kostki mojej prawej ręki nie weszły w blok. Na szczęście
    pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę pomimo bólu i
    ran.

    W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię. W wyniku uderzenia
    jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła już
    tylko 25 kilogramów. Przypominam, że ja ważę 80 kilogramów, więc w tej
    sytuacji zacząłem gwałtownie spadać, i w połowie drugiego piętra ponownie
    spotkałem się z beczka, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam
    pęknięte kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na
    tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł - złamane tylko
    trzy żebra.

    Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie
    mogłem wstać, ani się poruszać, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i
    puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadła na dół i połamała
    mi nogi.

    Mam nadzieje, że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do
    zakończenia postępowania w mojej sprawie. Teraz już Państwo zapewne
    rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.

    Z poważaniem

    podpis nieczytelny

  12. #12
    Szkoleniowiec Avatar Chocolata
    Zarejestrowany
    Jul 2009
    Skąd
    Wrocław
    Postów
    2 788

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    To juz jak jesteśmy przy kotkach.....

    Jak zmusić kota do połknięcia tabletki - (c) Peggy Althoff

    1. Złap kota i trzymaj go mocno. Ułóż go sobie na kolanach, głowa kota na Twoim ramieniu, jakbyś karmił
    niemowlę z butelki. Pewnym głosem powiedz, "Dobry kotek". Wrzuć kotu tabletkę do pyszczka.

    2. Zdejmij kota z żyrandola, a pigułkę spod kanapy.

    3. Powtórz instrukcje z pktu 1, tym razem przytrzymując przednie łapki kota lewą ręką,
    a tylne prawym ramieniem. Wciśnij kotu tabletkę do pyszczka używając prawego palca wskazującego.

    4. Wyciągnij kota spod łóżka. Otwórz opakowanie i weź nową tabletkę.
    (Oprzyj się pokusie wzięcia nowego kota).

    5. Ponownie powtórz instrukcje z pkt 1, z taką zmianą, że gdy już uda Ci się umieszczenie kota w pozycji niemowlęcej, usiądź na brzegu krzesła, pochyl się nisko nad kotem i używając prawej ręki otwórz kotu pyszczek
    podnosząc górną szczękę kciukiem i palcem wskazującym. Szybko wrzuć tabletkę.
    Ponieważ Twoja głowa znajduje się na kolanach, nie będziesz widział, co robisz. W sumie, nie ma różnicy.

    6. Pozostaw kota wiszącego na zasłonach. Pozostaw tabletkę w swoich włosach.

    7. Jeśli jesteś kobietą, porządnie się wypłacz. Jeśli jesteś mężczyzną, porządnie się wypłacz.

    8. Teraz się opanuj. W końcu kto tu rządzi? Zlokalizuj kota i tabletkę.
    Przyjmując pozycję 1, powiedz zdecydowanym głosem: "W końcu kto tu rządzi?"
    Otwórz kotu pyszczek, weź tabletkę i... ups!

    9. Nie działa, prawda? Usiądź i pomyśl. Aha! Wszystko przez te pazury!

    10. Doczołgaj się do szafki z pościelą. Wyciągnij z niej duży ręcznik plażowy. Rozłóż go na podłodze.

    11. Wyjmij kota z szafki kuchennej, a tabletkę z doniczki z kaktusem.

    12. Rozłóż kota na ręczniku tak, aby szyja kota leżała na długiej krawędzi ręcznika.

    13. Rozpłaszcz przednie i tylne łapki kota na jego brzuszku. (Oprzyj się pokusie rozpłaszczenia kota).

    14. Owiń kota ręcznikiem. Szybko.

    15. Przyjmij pozycję 1. Lewą rękę umieść nad kocią głową. Naciśnij pyszczek na zwarciu szczęk i spróbuj go otworzyć.

    16. Wrzuć tabletkę w pyszczek kota i lekko ją wepchnij. Voila! Udało się.

    17. Odkurz fruwające kłaki (kota). Zabandażuj rany (swoje).

    18. Zjedz dwie aspiryny i połóż się do łóżka.
    http://forum.wzorki.info/signaturepics/sigpic2303_6.gif
    tel.606506552(po 15.00) GG2382073
    http://chocolata.tipsy.wroclaw.ccs.pl/

  13. #13
    Totalna maniaczka Avatar moniczka690
    Zarejestrowany
    May 2009
    Skąd
    Preston UK
    Postów
    837

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    heheheh

  14. #14
    hehehehe Avatar Agusia_pa2
    Zarejestrowany
    Mar 2009
    Skąd
    Cieszyn/Helmstedt
    Postów
    1 421

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    hahahaha dobre A z wypadkiem też niezłe hehehe
    Nie patrz nigdy na twarz, czy piekna i mila. Patrz tylko na serce, bo w nim dobroć i sila



  15. #15
    nie draznić lwa ;) Avatar tusia
    Zarejestrowany
    Jul 2009
    Skąd
    daleki wschód
    Postów
    3 822

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    hehehe cała prawda o kotach

  16. #16

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    ahahha dobre dobre
    Iz

    Wymyśliła sobie, że kiedyś będzie tak cholernie szczęśliwa.... I będzie

  17. #17
    Nałogowiec Avatar bestilka007
    Zarejestrowany
    Nov 2009
    Skąd
    Leszno Górne/ Szprotawa
    Postów
    450

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    niezle na maxa )
    no to zaczynamy

  18. #18
    No to..wpadłam Avatar goonis
    Zarejestrowany
    Aug 2009
    Skąd
    Poznań
    Postów
    209

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    dziewczyny skąd Wy takie cuda wynajdujecie

  19. #19
    Wczytuje się Avatar dorin777
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    8

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    hahahah jestescie super, niezla poprawa homru))


    hahah

  20. #20
    Molestantka klawiatury Avatar NiCoLa
    Zarejestrowany
    May 2009
    Skąd
    Bydgoszcz
    Postów
    2 035

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    jesteście niemożliwe naśmiałam się chyba za wszystkie czasy

  21. #21
    Szkoleniowiec Avatar zyza
    Zarejestrowany
    Jun 2009
    Skąd
    Żagań
    Postów
    2 272

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    a kota ninje widzialyscie?

    Kod:
    Treść została ukryta, zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie masz konta aby zobaczyć treść

  22. #22
    Wzorki Club Avatar julcia88
    Zarejestrowany
    Oct 2009
    Skąd
    Toruń
    Postów
    4 473

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    widziałam boski jest

  23. #23
    Totalna maniaczka Avatar pogodka20
    Zarejestrowany
    Oct 2009
    Skąd
    Sławków
    Postów
    778

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    Masakra, czytając o kotku w kanalizacji lałam ze śmiechu jak nie wiem

  24. #24
    nie draznić lwa ;) Avatar tusia
    Zarejestrowany
    Jul 2009
    Skąd
    daleki wschód
    Postów
    3 822

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    kto ma kota w domu zna to uczucie
    Kod:
    Treść została ukryta, zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie masz konta aby zobaczyć treść

  25. #25
    Totalna maniaczka Avatar pogodka20
    Zarejestrowany
    Oct 2009
    Skąd
    Sławków
    Postów
    778

    Domyślnie Odp: KOTEK :) hehe

    Super filmik, normalnie identyko jak zachowują się koty. Jak by mogły to taką pałą też by przywaliły

Thread Information

Users Browsing this Thread

There are currently 1 users browsing this thread. (0 members and 1 guests)

Tags for this Thread

Zasady postowania

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •