sama parafiniarka to chyba jest zawsze ta sama, moja parafina jest bez naklejki firmy, z jakimiś kwiatkami wtopionymi czy czymś, potem wam wrzuce fotke

czytałam właśnei tak jak mówisz Aniu od 3 do 5 razy
takie coś znalazłam w necie:

"....Sama w sobie nie ma znaczących właściwości nawilżających, ani odżywczych (nie wnika w skórę), razczej warstwa którą ona tworzy podczas zabiegu ma pozytywny wpływ na skórę/tkankę w połączeniu z odpowiednimi preparatami. Ma dużą pojemność cieplną, przez co długo trzyma ciepło (pamiętamy, że im mniejsza różnica między parafiną a dłońmi, tym wolniej będzie się wychładzać). Dużym plusem parafiny jest to, że nie rozwijają się w niej bakterie, grzyby itd. dlatego nie trzeba jej wylewać po każdym zabiegu, ale wiadomo, że tej parafiny, którą nałożyliśmy już na dłonie, nie wrzucamy z powrotem.
Jak powinien wyglądać zabieg?
-Najpierw oczywiście dezynfekcja dłoni
-wykonujemy peeling
-(opcjonalnie) nakładamy na dłonie ampułkę (moja ulubiona z kawiorem )
-wykonujemy masaż
-nakładamy krem/mleczko pod parafinę
-zanurzamy dłonie w podgrzewaczu z parafiną (spotkałam się z tym, że w salonach babki zanurzały dłonie jeden jedyny raz <śmiech na sali> uważam, że wystarczająca ilość to minimum 5 razy- im więcej warstw, tym dłużej ciepło)
-zawijamy dłonie w folię/wkładamy do woreczków
-zakładamy rękawice (ja dodatkowo zawijam jeszcze w ręcznik)
-trzymamy około 15 min (chociaż w sumie to się trzyma dopóki czuć ciepło)
-zdejmujemy wszystko i wmasowujemy resztę balsamu, który się nie wchłonął. Jeżeli się wchłonął cały, to nakładamy jeszcze kremik.
"